Hokeiści z Sosnowca polegli w walce o brąz, ale działacze już myślą, jak wzmocnić zespół w następnym sezonie. Z drużyną żegnają się Karel Horny i Michal Belica. Listę życzeń otwiera sam Leszek Laszkiewicz - najlepszy zawodnik ekstraligi!
- Konsekwentnie rok po roku wspinamy się po hokejowej drabinie. Mamy solidnego sponsora, który związał się z nami na kolejny sezon [to firma robót inżynieryjnych Pol-aqua - przyp. red.], oparcie we władzach miasta i ambicje, by znowu być najlepszymi w Polsce - podkreśla prezes Adam Bernat.
Słowacki trener Jozef Zavadil już szuka zawodników za południową granicą, przede wszystkim obrońców. Zavadil zdradził, że ma na oku byłego reprezentanta Słowacji.
- To musi być hokeista z najwyższej półki. Dlaczego Cracovia gra teraz w finale? Bo ma takich zawodników jak Vladimir Burzil czy Rudolf Vercik - to byli wyróżniający się zawodnicy słowackiej ekstraligi. Tylko tacy gracze mogą podnieść poziom gry polskich klubów - tłumaczy.
Dwa miejsca (z pięciu wolnych) dla obcokrajowców są już zajęte. Nowe umowy podpisali Vladimir Luka i Alesz Holik. Trzecim ma być Teddy Da Costa. Działacze wierzą co prawda, że Francuz z podwójnym obywatelstwem w końcu zostanie zgłoszony do rozgrywek jako Polak, ale to już nie udaje się od trzech sezonów. Da Costa marzy o grze w lidze czeskiej i rosyjskiej, ale na razie ma ofertę z... Francji. - Co nie znaczy, że nie zostanę w Sosnowcu. Usiądziemy, porozmawiamy o kontrakcie - wyjaśnia bez emocji. Drużyny bez Da Costy nie wyobraża sobie sponsor Lechosław Juszczyk, współwłaściciel sponsorującej klub firmy Lemir - dealera Peugeota. - Jest pomysł, by Da Costa reklamował naszą firmę. W zamian mógłby korzystać z auta - zdradza Juszczyk.
Z drużyną żegnają się Karel Horny i Michal Belica. - Bardzo szanuję Karela. Wiele mu zawdzięczamy. Zresztą nie tylko my, ale i cała polska liga. Michal nie wykorzystał swojej szansy. Mam nadzieję, że jeszcze wróci do dawnej formy, ale już w innym klubie - tłumaczy Bernat.
Z drużyną żegnają się też Polacy, wśród nich wychowankowie klubu: Adrian Chabior i Rafał Twardy.
Bartosz Stepokura wraca do Stoczniowca Gdańsk. Działacze liczą, że uda im się zatrzymać Pawła Dronię, ale ten już wcześniej zapowiadał, że chce szukać klubu w Niemczech. Za Adrianem Labrygą chodzi Naprzód Janów, interesowała się nim też Cracovia, a wcześniej GKS Tychy. Cracovia kusi też Marcina Jarosa.
Bernat twierdzi jednak, że zatrzymanie obrońców będzie priorytetem. - To nasza najsłabsza formacja. Nie możemy sobie pozwolić na kolejne straty - wyjaśnia. Stąd pomysł, by ściągnąć do klubu wychowanków, którzy akurat grają na tej pozycji. Wybór nie jest wielki: Rafał Cychowski (ostatnio TKH Toruń), Grzegorz Piekarski (GKS) i Jarosław Kuc (Cracovia).
Solidnie wzmocniony ma też zostać atak. Zagłębie po raz kolejny chce skusić na transfer Leszka Laszkiewicza. Czołowy napastnik ekstraligi jest związany z Sosnowcem, bo stąd pochodzi jego żona. Już rok temu działacze rozmawiali z Krzysztofem Zapałą i Bartłomiejem Piotrowskim (to akurat obrońca) z Podhala i z naszych informacji wynika, że wciąż nie rezygnują. Hitem może być jednak zakontraktowanie gdańszczanina, czyli bramkarza Przemysława Odrobnego. - Jeżeli chcemy walczyć o mistrzostwo, musimy mieć dwóch solidnych bramkarzy - tłumaczy Bernat. Pierwszym pozostanie zapewne Tomasz Jaworski, który został wybrany sportowcem roku Sosnowca. Z drużyną prawdopodobnie pożegna się doświadczony Mariusz Puzio - być może zostanie asystentem Zavadila. Bernat zapewnia, że do klubu wrócą Gabriel Da Costa (ostatnio Polonia) i Łukasz Podsiadło (Naprzód). Nieoficjalnie mówi się też o powrocie Wojciecha Wojtarowicza (Naprzód). Zespół rozpocznie przygotowania do nowego sezonu 5 maja.
Offline
Znowu dreszczowiec na lodowisku w Krakowie. Tyszanie prowadzili przez trzy kwadranse spotkania. Gospodarze doprowadzili do dogrywki, ale w niej lepszy był GKS!
Hokeiści Cracovii chcieli zaatakować już od pierwszych minut, ale razili nieporadnością. Szybko karę dostał Filip Drzewiecki. Bramka dla tyszan od początku wisiała w powietrzu. Najpierw Tomasz Wołkowicz po pięknym podaniu Adama Bagińskiego wyszedł sam na sam z bramkarzem, ale lepszy okazał się Rafał Radziszewski. Chwilę potem bramkarz Cracovii był już bezradny.
W 8. min pokonał go strzałem z bliska Robin Bacul. Sprawiająca wrażenie zmęczonej Cracovia próbowała atakować, ale brakowało przede wszystkim strzałów. Tyszanie wyciągnęli wnioski z trzeciego meczu, tym razem ograniczyli liczbę fauli.
Z biegiem czasu gospodarze przyspieszyli swoje akcje, ale wciąż grali niedokładnie. Tymczasem hokeiści GKS-u rzadko wychodzili ze swojej tercji.
W 35. min Bacul powędrował na ławkę kar. Oblężenie tyskiej twierdzy było dramatyczne, ale Arkadiusz Sobecki nie dał się pokonać. Kiedy na lód wrócił Bacul, znowu zapachniało golem dla GKS-u.
Ostatnią tercję gospodarze zaczęli od mocnego uderzenia, bo Grzegorz Pasiut minimalnie chybił. W 44. min sam na sam mógł wyjść Jozef Mihalik, ale obrońcy GKS-u wzięli go w kleszcze. Kilka minut potem krakowianie urządzili sobie wielkie strzelanie, ale sprawiali wrażenie, jakby chcieli wjechać z krążkiem do bramki.
Losy spotkania mógł rozstrzygnąć Piotr Sarnik, ale po szybkim kontrataku nie zdołał pokonać Radziszewskiego. Niewykorzystane sytuacje się mszczą. Tak było i tym razem. W 53. min krążek nieco przypadkowo odbił się od kija obrońcy GKS-u, szczęścia próbował Leszek Laszkiewicz, ale w końcu podał do Damiana Słabonia, a ten doprowadził do remisu.
W dogrywce to Cracovia zaatakowała. Na faul pozwolił sobie Sławomir Krzak, który powędrował na ławkę kar. Gospodarze mieli przewagę, bombardowali Sobeckiego strzałami, ale z reguły nieprzygotowanymi. Krążek uderzył w poprzeczkę po strzale Leszka Laszkiewicza.
W 4. min dogrywki Krzak zagrał krążek pod bramkę, a niefrasobliwość obrońców Cracovii bezlitośnie wykorzystał Adrian Parzyszek.
- Moi zawodnicy popełniali błędy w obronie. Ale teraz zaczynamy rywalizację od nowa i wszystko jest możliwe - podsumował spotkanie Rudolf Rohaczek, trener Cracovii. Radości nie krył za to Mieczysław Nahunko, drugi trener GKS-u. - W poprzednim spotkaniu zawodnicy zostawili na lodzie wiele zdrowa. Można się było spodziewać, że ten mecz będzie właśnie tak wyglądał. Jestem dumny z naszych chłopaków, że wykrzesali z siebie tyle siły - podkreślał.
Offline
